Akademia Magii. Jakże wymowna nazwa! Czyżby to tutaj zwykli ludzie byli zmieniani w bestie, które pragną krwi? Ojej, a może to tutaj działają magiczne słowa Abrakadabra lub Hokus-Pokus? Zgorzkniałe myśli Alex obijały jej się o czaszkę. Na początku myślała, że jest tam rój wściekłych pszczół. Jednak po chwili doszła do wniosku, że to szerszenie. Pszczoły po jednym ukąszeniu szlag trafiał.
-Hej, hej! Ziemia to Alex!-zadarł się James i pomachał jej ręką przed oczyma. Dziewczyna odepchnęła jego dłoń z zadziwiającą prędkością i siłą.
-Panno Alexandro, podobno jest pani miła i uprzejma? Więc skąd ten wredny charakterek?-zapytał, marnie naśladując ton rozgniewanego nauczyciela. Wyszło mu to jak stukniętemu staruszkowi.
-Aha. A ty jesteś wampirem, tak? Masz, napij się. Może przynajmniej będzie cicho.-mruknęła, nadstawiając mu dłoń. James prychnął.
-Proszę zabrać tą niegodną kończynę.-powiedział i uniósł wysoko głowę.
-Tak, tak. Jeszcze niegodna kończyna rozkwasi ci ten krzywy, jednak wielce szanowny, nos znajdujący się na tej głupkowatej gębie.-warknęła Alex i odwróciła się tyłem. James dalej patrzył w sufit.
Po kilkunastu minutach ciszy, chłopaka rozbolał kark.
-Może byś mnie tak przeprosiła.-podsunął. Tym pomysłem wzbudził tylko jej śmiech.
-Nie no...głupi wampir. Gorzej być nie może.-powiedziała w końcu, ocierając łzy, jedyne ślady jej chwilowej wesołości.
-Czarodziej.-ofuknął ją James i spuścił głowę. Rozmasował sobie kark i spojrzał na Alex ze złością. Jednak dziewczyna miała to głęboko w poważaniu.
-Nie macie szybszych środków lokomocji?-zapytała ironicznie.-Magicznie uzdolnieni itede, a jeżdżą zwykłymi autami?
-Dobra, jak chcesz. A miałem ci odpuścić.-chłopak uśmiechnął się złośliwie.-Claus, fioletowy guzik!
-Jaki guzik?-zdziwiła się Alexandra. Jednak pytanie było zbędne. Limuzyna momentalnie zniknęła z powierzchni Ziemi. Zaczęła wirować gdzieś, gdzie nikt nie dotarł. Alex zrobiła się lekko zielona na twarzy.
-Puszczę pawia.-jęknęła. James siedział rozwalony na fotelu limuzyny i pogwizdywał. Patrzył radośnie na dziewczynę, którą chwilę później zemdliło. Ostry zapach nadtrawionego jedzenia wypełnił auto.
-Dobrze, że lądujemy.-mruknął chłopak i uśmiechnął się. Rzeczywiście, samochód uderzył w grunt zaledwie parę sekund później. Otworzyły się drzwi i Alex wypadła na dwór. Chłodne powietrze ją otrzeźwiło.
-Nigdy...więcej...tego...nie rób!-wycedziła przez zęby. James zanosił się ze śmiechu.
-Kurczę, myślałem, że bardziej zielona nie będziesz.-powiedział i poklepał ją po plecach. Wtedy coś zwaliło się na chłopaka. Była to dziewczyna z burzą niebieskich włosów na głowie.
-Jak mogłeś jej to zrobić!? Jesteś kompletnym idiotą!-wydarła się na niego niebieskowłosa i zaczęła okładać pięściami.
-Au...aj...Lilly, to boli!-James spróbował się wyślizgnąć z jej ramion. Kiedy mu się to udało, zmierzył ją chłodnym spojrzeniem.
-Panienka Alexandra sama się tego domagała.-warknął i odszedł wielce obrażony. Obie dziewczyny patrzyły za nim jeszcze długo.
-Witam, jestem Lilly. A to...-wskazała na okazałą rezydencję-...jest Akademia Magii.
-A ja jestem Alexandra. Mów po prostu Alex lub Lexi.-odparła zauroczona Alex. Wpatrywała się w piękny dwór z mieszaniną zachwytu i zdziwienia na twarzy.
-Będziemy razem mieszkać. Ty, ja i Katie. No i nasze dzikie koty-mój ryś to Wilddy, a puma Katie to Lola.
-One...gryzą?-zapytała zawstydzona Lexi.
-Nie. Zobaczysz je. Ale musimy odebrać twojego kota.-powiedziała niebieskowłosa i pociągnęła oniemiałą dziewczynę.
Bardzo szybko pokonywały długie korytarze, wyłożone marmurem. Słońce igrało na nieskazitelnie czystych szybach. Tylko nerwowe mamrotanie Lilly odbijało się echem od ścian.
-Gdzie mnie ciągniesz?-zapytała Alex. Lilly uśmiechnęła się i wepchnęła ją do pokoju pełnego...dzikich, drapieżnych kotów.
Alexandra doznała szoku. Było tu pełno drzew. Nie jakichś tam plastikowych figurek, a prawdziwych drzew. W samym środku pokoju znajdowało się niewielkie oczko wodne. Po nim pływały...kaczki. Co jakiś czas rzucano im chleb. Jednak uwagę przykuwały koty, które zwisały z gałęzi drzew, chłeptały leniwie wodę lub wpatrywały się łakomie w kaczuszki.
-Gdzie...my...jesteśmy?-wydukała przerażona Alex.
-W "Cat's Room".-oznajmiła Lilly. Jakby na potwierdzenie tych słów pomiędzy nogami czarodziejów zaczęła się przeciskać mała, plamiasta pantera. Za nią podążał ogromny gepard. Maluch dał susa w ramiona Alex i zaczął się do niej przyciskać, piszcząc przeraźliwie. Gepard musiał nieźle wymęczyć tego malucha. pomyślała Alexandra i nieśmiało podrapała kota za uchem.
-Brawo! To twój kot.-powiedziała Lilly i uśmiechnęła się promiennie.
-Nazwę cię...Nala.-szepnęła Alex i przytuliła kotkę. Była pewna, że to kotka. Zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. I tak miało pozostać na zawsze.
-Lola niezbyt lubi nowych. Trudno. Jakoś przeżyje. Willdy jest jeszcze małym kociaczkiem i będzie uwielbiał Nalę. To ostatnia pantera. Więcej ich nie sprowadzą, bo rzadko znajdują właścicieli.-Lilly znów pociągnęła Alex. Dziewczyny ruszyły w stronę wyjścia. Parę razy drogę przecięły im dzikie koty, lecz już nie zwracały na nie uwagi.
-Chodź, pokażę ci twój pokój.-powiedziała niebieskowłosa. Popędziła korytarzem. Tymczasem Alexandra położyła Nalę na ziemi i pobiegła za nową przyjaciółką.
Tak zaczęło się jej nowe życie.
___________________________
Przepraszam, że tak późno. Następny rozdział, jeśli pojawią się chociaż 3 komentarze.
Jeśli chcesz mieć więcej czytelników, to musisz dodawać notki regularnie. Po za tym reklamuj też bloga.
OdpowiedzUsuńA teraz, co mogę powiedzieć o rozdziale?
Nie był zbyt... jakby to powiedzieć, by Cię nie urazić... ciekawy. Mało się działo i wg nudny. W niektórych miejscach masz ciekawe opisy, ale nic po za tym.
Cóż, trudno o regularne posty, jak masz wyłączonego neta przez prawie tydzień. No nic.
OdpowiedzUsuńWcale mnie nie uraziłaś. Zdradzę, że w kolejnym rozdziale pojawią się nowe postacie, ale dwie na dosyć krótko. No, i nie wiem, gdzie reklamować tego bloga.