Działo się to pewnej zimowej nocy. Z nieba leniwie spadały niewielkie lodowe gwiazdki, każda innego kształtu. Poprzez białe alejki przedzierał się budzący zdziwienie i grozę mężczyzna.
Był bardzo wysoki. Czarny płaszcz, który miał na sobie, ciągnął się po śniegu. Kilkudniowy zarost sprawiał, że wyglądał dosyć niechlujnie. Na groźne, czarne oczy opadał ognistorudy kosmyk włosów. Drwiący uśmieszek był przyklejony do jego twarzy. Ludzie omijali tego faceta szerokim łukiem.
Kiedy chmury przysłoniły księżyc, tajemniczy mężczyzna skręcił w jedną z bocznych uliczek, powszechnie uważanych za przynoszące nieszczęście. Dwie kobiety, które szły za nim, wytrzeszczyły oczy. Jednak mrok skrył już tajemniczego człowieka.
Na końcu zaułku majaczył niewielki cień. Mężczyzna uśmiechnął się wesoło i ruszył w jego stronę.
-Dobrze cię widzieć, Mike.-przywitał się i uścisnął dłoń kolegi.
-Ciebie też, James.-mruknął dosyć niechętnie Mike.
Był on niskim, łysym człowieczkiem. Miał matowe oczy, jakby zmartwiałe. Jego uśmiech był zawsze sztuczny, niezależnie od sytuacji.
-Niezłe miejsce sobie wybrałeś, nie ma co.-rzekł nieco sarkastycznie James i oparł się o kontener ze śmieciami.
-Zamknij się.-warknął łysy i popatrzył groźnie na swojego, o połowę większego, rozmówcę. James westchnął ciężko. Mike rozglądnął się, jakby spodziewając ataku. Potem podał mężczyźnie zwitek papieru.
-Tu masz jej namiary.-był wyraźnie przerażony, kiedy podał Jamesowi papierek.
-Dzięki Mike.-uśmiechnął się ognistowłosy i zniknął w ciemności. Mike odetchnął z ulgą.
***
James bezszelestnie wślizgnął się przez otwarte okno do niewielkiego domku jednorodzinnego. Drwił sobie z jego właścicieli. Kto zostawia otwarte okno na noc? Tylko oni. Wciąż debatując w myślach nad ich głupotą, wędrował po domu w poszukiwaniu odpowiedniego pokoju. Kiedy wreszcie znalazł właściwe drzwi, uśmiechnął się triumfalnie.
W łóżku spała niczego nieświadoma dziewczyna. Szczelnie otulona kołdrą, tak czy siak, była piękna. Niewielkie usteczka o ślicznym, krwistym uśmiechu. Mały, lekko zadarty nosek. I te włosy. Długie, rozpostarte po całej poduszce, zielone włosy przyciągały spojrzenie.
James westchnął cicho.
-Taka szkoda.-mruknął. A potem nachylił się i paznokciem narysował na czole dziewczyny półksiężyc, który wypełnił się szmaragdem.
-Widzimy się już za kilka dni, mała czarodziejko.-szepnął. Pogłaskał dziewczynę po włosach i otworzył okno. Znów westchnął i wyskoczył w ciemność.
Zapowiada się ciekawie, dodaje do linków i czytam dalej :)
OdpowiedzUsuńhttp://rosse-emmet-story.blogspot.com - mój nowy blog
http://life-in-shadow-news.blogspot.com- mój stary blog.
Jak chcesz to wpadnij na któregoś :D