wtorek, 2 kwietnia 2013

4

 -Łaźnie?-zapytała Alex ze zdziwieniem.
 -Tak. Takie wielkie. Taka jakby sauna. Jest świetnie.-powiedziała Lilly wesoło.
 -Wiesz...z chęcią z nich skorzystam.-uśmiechnęła się słabo dziewczyna i podążyła za koleżanką. Nie miała pojęcia, że po piętach depcze im trzecia osoba.
                                                              ***
 -Tak więc wchodzisz i wybierasz natężenie. Weź sobie słabe.-poradziła Lilly, kiedy doszły. Alex ściskała puchaty ręcznik i szlafroczek. Skinęła głową i powoli wsunęła się do środka.
  Było tam...zimno. Zamknęła drzwi na klucz i podeszła do jakiegoś elektronicznego urządzenia. Wcisnęła kilka guzików, wybrała natężenie, które poradziła jej Lilly i zrzuciła ubranie. Naciągnęła na siebie tylko szlafrok. Po chwili ciepło napłynęło jakby ze ścian.
  Mimo, że wybrała słabe natężenie, po chwili było jej już bardzo gorąco. Otarła pot z czoła. Zerknęła na zegarek-siedziała tam dopiero od dziesięciu minut.
 -Pewnie tak ma być.-szepnęła sama do siebie i przymknęła oczy.
  Po dwudziestu minutach już nie wytrzymywała. Prawie się dusiła. Było tak gorąco. Bolała ją głowa. Podeszła do drzwi i chciała wyjść. Spróbowała przekręcić klucz, jednak nie mogła. Był jakby przyklejony do dziurki. Naparła na drzwi-nic to nie dało. Uderzyła w nie pięścią, jednak niezbyt silnie. Była już bardzo wycieńczona przez ten gorąc. Jeszcze raz uderzyła. Ciche pacnięcie poniosło się echem po korytarzu.
 -Pomocy...-spróbowała krzyknąć, jednak wyszło strasznie cicho. Zakaszlała i poczuła, że brakuje jej powietrza.
 -Pomocy!-wydyszała, tym razem trochę głośniej. Usłyszała kroki na korytarzu. Zebrała resztki sił i uderzyła pięścią w drzwi.
 -Pomocy...-wycharczała i przymknęła powieki. Znów nawiedził ją senny koszmar.
  Mężczyzna o śnieżnobiałych włosach patrzył z pogardą na młodą dziewczynę, która miała około piętnastu lat, kruczoczarne włosy, spływające poniżej pasa i równie ciemne oczy.
 -Zawiodłaś mnie, Jackelyne.-powiedział chłodno, odwracając się.
 -Wybacz, mój panie. Nigdy więcej...-zaczęła, jednak mężczyzna jej przerwał.
 -Ja nie wybaczam!-krzyknął. Obrzucił ją drapieżnym spojrzeniem.
 -Panie...-wyszeptała z błaganiem. 
 -Wiesz, Jackelyne...jest jeden plus. Jedna rzecz, która cię ratuje.-uśmiechnął się mężczyzna i zetknął czubki palców. 
 -Panie...to cudownie.-nastolatka z błogim zadowoleniem, malującym się na jej twarzy, usiadła na podłodze.
 -Przyniosłaś mi ją...i pozostawię cię przy życiu.-powiedział jej pan i wskazał na małe dziecko, śpiące nieświadomie w łóżeczku. Mężczyzna zbliżył się do malca.
 -Nie...nie rób tego...-wyszeptała nieświadoma Alex. 
  Delikatnie ujął w dłonie jego szyję. Dzieciak się przebudził i spojrzał w oczy mordercy. Patrzył z zainteresowaniem, a po chwili rozpłakał się.
 -Nie...zostaw go...-bredziła dziewczyna, szamocząc się po łóżku.
  Mężczyzna jednym, zdecydowanym ruchem ukręcił kark berbeciowi. Jeszcze raz szarpnął i krew trysnęła, a główka spadła na podłogę.
 -Dziękuję, Jackelyne. A teraz znikaj.-nakazał, wycierając dłonie w szmatkę. Nastolatka skłoniła się i wyszła, a on...
 -Nie!-krzyknęła Alex i otworzyła oczy.
 -Nareszcie otworzyłaś paczadła!-usłyszała tryumfalny okrzyk. Zerknęła na bok. Stał tam James, z rozczochranymi włosami i ogromnym uśmiechem na twarzy.
 -Skąd ty się tu wziąłeś?-zapytała niepewnie.
 -No jak to: skąd? Jestem twoim bohaterem. Wystarczy buziak w podzięce.-chłopak puścił do niej oczko.
 -Zapomnij!-syknęła Alex. James wzruszył ramionami.
 -Wolałem, kiedy spałaś. A zresztą, kto to Jackelyne?-zapytał z zainteresowaniem. Dziewczyna zarumieniła się.
 -Nie wiem...śniła mi się. Wyglądała na około piętnaście lat, miała długie poza pas, czarne włosy. I takie bardzo ciemne oczy.-opisała nastolatkę ze snów.
 -To pewnie chodzi ci o Jackey z przeciwnej klasy. Tylko ona tak wygląda. Ale...czy ty ją znasz?-zdziwił się trochę James.
 -Nieee...chyba nie...-poprawiła się Alex.-A tak właściwie, to gdzie jestem?-dodała po chwili.
 -W lecznicy. Znowu.-uśmiechnął się chłopak, widząc jej minę.
 -A ty tu skąd?-zapytała podejrzliwie.
 -Uratowałem cię z tego piekła.-odparł z dumą.
 -Zaraz, zaraz...śledziłeś mnie!-krzyknęła ze złością Alexandra.
 -Ehm...może...ale wtedy byś się tam udu...-nie skończył, bo dostał poduchą w głowę od dziewczyny.
 -Wynoś się!-nakazała Alex i zepchnęła go ze stołka, na którym siedział.
 -Dobra, już dobra.-mruknął James i czym prędzej opuścił lecznicę.
-------------------------------------------------------------------------------------
Taaak...wracam. Hej, ludziska, to znowu ja! Czyli oficjalnie odwieszam bloga. Komentujcie, czytajcie itede, itepe.    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz