-Łaźnie?-zapytała Alex ze zdziwieniem.
-Tak. Takie wielkie. Taka jakby sauna. Jest świetnie.-powiedziała Lilly wesoło.
-Wiesz...z
chęcią z nich skorzystam.-uśmiechnęła się słabo dziewczyna i podążyła
za koleżanką. Nie miała pojęcia, że po piętach depcze im trzecia osoba.
***
-Tak
więc wchodzisz i wybierasz natężenie. Weź sobie słabe.-poradziła Lilly,
kiedy doszły. Alex ściskała puchaty ręcznik i szlafroczek. Skinęła
głową i powoli wsunęła się do środka.
Było tam...zimno. Zamknęła
drzwi na klucz i podeszła do jakiegoś elektronicznego urządzenia.
Wcisnęła kilka guzików, wybrała natężenie, które poradziła jej Lilly i
zrzuciła ubranie. Naciągnęła na siebie tylko szlafrok. Po chwili ciepło
napłynęło jakby ze ścian.
Mimo, że wybrała słabe natężenie, po
chwili było jej już bardzo gorąco. Otarła pot z czoła. Zerknęła na
zegarek-siedziała tam dopiero od dziesięciu minut.
-Pewnie tak ma być.-szepnęła sama do siebie i przymknęła oczy.
Po dwudziestu minutach już nie wytrzymywała. Prawie się dusiła. Było
tak gorąco. Bolała ją głowa. Podeszła do drzwi i chciała wyjść.
Spróbowała przekręcić klucz, jednak nie mogła. Był jakby przyklejony do
dziurki. Naparła na drzwi-nic to nie dało. Uderzyła w nie pięścią,
jednak niezbyt silnie. Była już bardzo wycieńczona przez ten gorąc.
Jeszcze raz uderzyła. Ciche pacnięcie poniosło się echem po korytarzu.
-Pomocy...-spróbowała krzyknąć, jednak wyszło strasznie cicho. Zakaszlała i poczuła, że brakuje jej powietrza.
-Pomocy!-wydyszała, tym razem trochę głośniej. Usłyszała kroki na korytarzu. Zebrała resztki sił i uderzyła pięścią w drzwi.
-Pomocy...-wycharczała i przymknęła powieki. Znów nawiedził ją senny koszmar.
Mężczyzna o śnieżnobiałych włosach patrzył z pogardą na młodą
dziewczynę, która miała około piętnastu lat, kruczoczarne włosy,
spływające poniżej pasa i równie ciemne oczy.
-Zawiodłaś mnie, Jackelyne.-powiedział chłodno, odwracając się.
-Wybacz, mój panie. Nigdy więcej...-zaczęła, jednak mężczyzna jej przerwał.
-Ja nie wybaczam!-krzyknął. Obrzucił ją drapieżnym spojrzeniem.
-Panie...-wyszeptała z błaganiem.
-Wiesz, Jackelyne...jest jeden plus. Jedna rzecz, która cię ratuje.-uśmiechnął się mężczyzna i zetknął czubki palców.
-Panie...to cudownie.-nastolatka z błogim zadowoleniem, malującym się na jej twarzy, usiadła na podłodze.
-Przyniosłaś
mi ją...i pozostawię cię przy życiu.-powiedział jej pan i wskazał na
małe dziecko, śpiące nieświadomie w łóżeczku. Mężczyzna zbliżył się do
malca.
-Nie...nie rób tego...-wyszeptała nieświadoma Alex.
Delikatnie
ujął w dłonie jego szyję. Dzieciak się przebudził i spojrzał w oczy
mordercy. Patrzył z zainteresowaniem, a po chwili rozpłakał się.
-Nie...zostaw go...-bredziła dziewczyna, szamocząc się po łóżku.
Mężczyzna jednym, zdecydowanym ruchem ukręcił kark berbeciowi. Jeszcze raz szarpnął i krew trysnęła, a główka spadła na podłogę.
-Dziękuję, Jackelyne. A teraz znikaj.-nakazał, wycierając dłonie w szmatkę. Nastolatka skłoniła się i wyszła, a on...
-Nie!-krzyknęła Alex i otworzyła oczy.
-Nareszcie
otworzyłaś paczadła!-usłyszała tryumfalny okrzyk. Zerknęła na bok. Stał
tam James, z rozczochranymi włosami i ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Skąd ty się tu wziąłeś?-zapytała niepewnie.
-No jak to: skąd? Jestem twoim bohaterem. Wystarczy buziak w podzięce.-chłopak puścił do niej oczko.
-Zapomnij!-syknęła Alex. James wzruszył ramionami.
-Wolałem, kiedy spałaś. A zresztą, kto to Jackelyne?-zapytał z zainteresowaniem. Dziewczyna zarumieniła się.
-Nie
wiem...śniła mi się. Wyglądała na około piętnaście lat, miała długie
poza pas, czarne włosy. I takie bardzo ciemne oczy.-opisała nastolatkę
ze snów.
-To pewnie chodzi ci o Jackey z przeciwnej klasy. Tylko ona tak wygląda. Ale...czy ty ją znasz?-zdziwił się trochę James.
-Nieee...chyba nie...-poprawiła się Alex.-A tak właściwie, to gdzie jestem?-dodała po chwili.
-W lecznicy. Znowu.-uśmiechnął się chłopak, widząc jej minę.
-A ty tu skąd?-zapytała podejrzliwie.
-Uratowałem cię z tego piekła.-odparł z dumą.
-Zaraz, zaraz...śledziłeś mnie!-krzyknęła ze złością Alexandra.
-Ehm...może...ale wtedy byś się tam udu...-nie skończył, bo dostał poduchą w głowę od dziewczyny.
-Wynoś się!-nakazała Alex i zepchnęła go ze stołka, na którym siedział.
-Dobra, już dobra.-mruknął James i czym prędzej opuścił lecznicę.
-------------------------------------------------------------------------------------
Taaak...wracam. Hej, ludziska, to znowu ja! Czyli oficjalnie odwieszam bloga. Komentujcie, czytajcie itede, itepe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz