Alexandra Black obudziła się wczesnym rankiem. Strasznie bolało ją czoło, przez co nie mogła spać. Zamrugała kilka razy i potarła piekące miejsce. Nie czując efektów, jęknęła i zsunęła się z łóżka. Powlokła się do łazienki. Kiedy stanęła przed lustrem, zrobiła dokładną inspekcję całej twarzy. Mogły się przecież pojawić jakieś zmarszczki, jak to raz tłumaczyła tacie. Nie znalazła żadnych oznak starzenia, ba, wyglądała nawet młodziej niż dzień wcześniej. Jednak piekący ból w czole przypomniał jej, dlaczego przywędrowała tu o tak wczesnej porze. Delikatnie uniosła zieloną grzywkę i wybałuszyła oczy. Spodziewała się paskudnego rozcięcia, tymczasem była tu szmaragdowa ćwiartka księżyca. Iskrzyła się delikatnie w świetle lampy.
Dopiero po kilku minutach do dziewczyny dotarło, że została naznaczona. Że jest teraz kimś innym. Że już więcej nie ujrzy rodziców. Musi się wyprowadzić do Akademii Magii. Inaczej zginie. Zasmucona tym faktem, zaczesała grzywkę na czoło, przykrywając znak. Przy okazji wyczesała również resztę zielonych włosów. Wpięła w nie czarną kokardę i wróciła do pokoju.
Jej pokój był pomalowany na zielono. Alex kochała zieleń we wszystkich odcieniach, oprócz zgniłego. Na łóżku leżała jaskrawozielona pościel w fioletowe króliczki. Wyglądało to dość dziecinnie na szesnastolatkę, ale dziewczyna nie chciała słyszeć o kupnie nowej pościeli. Koło łóżka stała półeczka nocna, nakryta zieloną serwetką. W kącie pokoju stała szafa, obklejona zielonymi serduszkami.
To właśnie w stronę szafy skierowała się Alex. Otworzyła ją i zaczęła przeglądać ubrania. Ostatecznie wytargała bluzę, o ślicznym odcieniu zieleni, przywodzącą na myśl młodą trawę, oraz białą bluzkę i czarne spodnie. Kiedy się przebrała, było dziesięć po dziewiątej. O tej godzinie zwykle wstawali rodzice. Zeszła więc do kuchni, tupiąc głośno na schodach.
-Alex!-wykrzyknęła mama i przytuliła jedyną córeczkę. Nie wiedziała jeszcze, że jest ona czarodziejką.Alexandra powstrzymała łzy. Jeszcze się nie zdradzę, pomyślała. Te ostatnie chwile z rodzicami były dla niej na wagę złota.
-Moja Lexi.-powiedział ojciec i również ją przytulił. Tylko on mówił na nią Lexi. Było to piękne zdrobnienie, które Alex bardzo lubiła.
Niezbyt miły dźwięk rozdarł ciszę. Był to dzwonek do drzwi. Matka mruknęła coś pod nosem i poszła otworzyć.
-Witam, niezmiernie mi miło panią poznać.-w całym domu można było usłyszeć te serdeczne słowa.
-Kim...pan jest?-zapytała zdziwiona kobieta. Zawahała się przed użyciem słowa "pan". Chłopak miał góra dziewiętnaście lat.
-Raczej kim pani jest? Czyżbym miał przyjemność z panią Eveline Black?-przeczesał swoje ognistorude włosy.
-Tak. Ale ponawiam moje pytanie.-powiedziała Eveline.
-James. Ale tak właściwie szukam panienki Alexandry Black. Dobrze trafiłem, mam nadzieję.-powiedział wesoło. Gestem został zaproszony do środka.
-Córka i mąż są w kuchni.-poinformowała matka Alex. Ruszyła w stronę kuchni, a za nią szedł James.
-Dzień dobry. Jestem Jerry Black.-powiedział ojciec dziewczyny, kiedy ujrzał chłopca.
-James, miło mi.-nieznajomy uśmiechnął się.-A oto i panienka Alexandra?
-Tak.-szepnęła Alex.
-Jestem James Night. Zapewne już wiesz, ze zostałaś Naznaczona w imię bogini Syinx? To dobrze. Najpotrzebniejsze rzeczy już są spakowane. Zrobił to mój kumpel, Eric Moon. Akademia Magii już na ciebie czeka. Zostały też zakupione niezbędne ubrania. Twój ulubiony kolor to zielony, więc tak został urządzony twój pokój w akademiku. Oczywiście twoja ukochana pościel już tam jest. Aha, będziemy w jednej klasie. Umiem już naznaczać, więc musiałem przejść test. Mam nadzieję, że nie jesteś za to zła.-wskazał na szmaragdowy księżyc na jej czole. A Eveline i Jerry zamarli.
-Czyli Lexi jest na...naz...naznaczona?-wydusił tata. James kiwnął głową.
-Mamo, tato. Muszę wyjechać. Inaczej umrę.-wyszeptała dziewczyna. Tymczasem gość znów kiwnął głową, ale przybrał poważny wyraz twarzy.
-To jedź kochanie. Ale pisz do nas.-powiedziała matka. Utuliła Alex ostatni raz i po jej policzkach pociekły słone łzy. Ojciec w milczeniu pocałował ją w czubek głowy i westchnął. Alexandra pomachała im na pożegnanie i wyszła na dwór. Czekała tam biała limuzyna oraz James. Bez słowa otworzył jej drzwi. Dziewczyna wsiadła i przetarła oczy.
W drodze do Akademii Magii, chłopak próbował ją zagadać.
-Piecze cię czoło, no nie? Każdy tak ma. Ale to nic wielkiego. A Słudzy Dnia są najpiękniejsi.-dopiero tym zdaniem jakoś wyrwał ją z transu.
-Słudzy Dnia? To nie jestem...czarodziejką?-zapytała. James wywrócił oczami.
-Słudzy Dnia, to czarodzieje. Słudzy Nocy to wampiry, czyli zbuntowani czarodzieje.-wyjaśnił. Alex zamknęła oczy. Chłopak pogładził ją po włosach. Jednak ona strzepnęła jego rękę i odsunęła się trochę.
-Łapy przy sobie.-warknęła. James uniósł ręce do góry.
-Okey, okey. Jak chcesz.-zgodził się. Alex znów zamknęła oczy. Chciała zasnąć, tylko tyle.
Zeszła(przecinek) więc do kuchni, tupiąc głośno na schodach.
OdpowiedzUsuńOgólnie ciekawie się zaczyna robić, ale moment, w którym James informował ją był... jakby to ująć- nie podobał mi się.
Wyszło na to, że jej rodzice są we wszytko wmieszani. Mogłaś chociaż krótko opisać to skąd oni to wiedzą i wg.
Pozdrawiam
A no i zapraszam do mnie :)
UsuńJestem twoją stałą czytelniczką. A skąd rodzice wiedzieli o naznaczeniu i co to jest? Albowiem w zakładce "O blogu" pisze, że są to czasy w których każdy wie, iż istnieją wampiry i czarodzieje.
UsuńChyba, że tak... Hm ja czekam na nexta, kiedy będzie?
UsuńPrzepraszam, ze komentuję dopiero teraz, ale jakoś musiałam linki zebrać w całość i zacząć od nowa :)
I jeszcze coś: Informuj mnie o nowościach na blogu, ok?
UsuńOk. Kolejny rozdział...nie wiem, kiedy. Stworzę specjalną zakładkę z takimi informacjami. A u Ciebie kiedy rozdział?
Usuń